Zachęca więcej osób do odwiedzenia Betlejem

Ingrid Rosendorf Joys, sekretarz generalna Caritas Norwegii i Mahera Canawati, burmistrza Betlejem


Od dwóch lat świat z niepokojem śledzi wojnę w Strefie Gazy. Tymczasem sytuacja na Zachodnim Brzegu pogarsza się. Dotyczy to zarówno bezpieczeństwa, jak i gospodarki. 

„Wszystkie oczy zwrócone są na Gazę. Są ku temu dobre powody, ale nie może być tak, że nikt nie patrzy na Zachodni Brzeg” – powiedziała Ingrid Rosendorf Joys, Sekretarz Generalna Caritas Norwegia z wizytą w Palestynie w listopadzie.

Praca, dochody podatkowe i eksport

Istnieje wiele powodów, dla których gospodarka na Zachodnim Brzegu jest w opłakanym stanie. Elias Tabban, proboszcz parafii Zababdeh w dystrykcie Dżanin, wskazuje na bezrobocie jako główną przyczynę: 

– Ekonomicznie życie stało się strasznie ciężkie. Wielu straciło pracę, kiedyś pracowali w Izraelu, w Galilei. 

Tabban szacuje, że dwie trzecie rodzin w jego kongregacji straciło dochody, gdy wybuchła wojna ponad dwa lata temu. Z pewnymi wyjątkami, takimi jak lekarze i pielęgniarki, palestyńskim pracownikom odmówiono wjazdu do Izraela. Sytuacja ta do tej pory się nie zmieniła. 

W dystrykcie Dżanin, znanym również jako spichlerz Palestyny, miał również miejsce intensywny eksport produktów rolnych. Rynek izraelski był dla nich zamknięty, również z pewnymi wyjątkami. To mocno uderzyło w region. Caritas Władze Jerozolimy starają się łagodzić skutki tej sytuacji, wprowadzając projekty mające na celu pomoc mieszkańcom w znalezieniu nowych sposobów zarabiania na życie. 

Elias Tabban, proboszcz parafii Zababdeh w Dżaninie na Zachodnim Brzegu
Elias Tabban, proboszcz parafii Zababdeh w Dżaninie na Zachodnim Brzegu. (Zdjęcie: HOA/ Caritas Norwegia)

Turyści i pielgrzymi

Innym powodem słabego stanu palestyńskiej gospodarki jest to, że turyści i pielgrzymi przestali przyjeżdżać, gdy wybuchła wojna. 

„Betlejem to miasto turystyczne” – twierdzi chrześcijański burmistrz miasta, Maher Canawati. Szacuje, że od 80 do 90% populacji zajmowało się turystyką.

Straty ekonomiczne są ogromne. I szybko tworzy się błędne koło. Inwestowanie na przykład w hotele to ryzykowna decyzja, gdy nie wiadomo, kiedy i czy turyści wrócą jak dawniej. 

Jedną z rodzin, która to zrobiła, jest rodzina Khoury z Taybeh, ostatniej chrześcijańskiej wioski w Ziemi Świętej. Przeciwstawili się napływowi imigrantów i wrócili do Palestyny, zakładając browar. Obecnie prowadzi go Madees Khoury. 

Madees Khoury, dyrektor generalny rodzinnego browaru w Taybeh.
Madees Khoury prowadzi rodzinny browar w Taybeh. (Zdjęcie: HOA/ Caritas Norwegia)

Mówi, że są dumni, że udało im się stworzyć miejsca pracy i odnieść sukces w biznesie, który nie tylko produkuje na rynek lokalny, ale także eksportuje do Europy. Nie jest to jednak łatwe, a ostatnie dwa lata były szczególnie trudne. Poddanie się nie wchodzi jednak w grę. 

„Pokazaliśmy, że jest to możliwe” – mówi Khoury.

Proboszcz parafii Tajbeh, Bashar Fawadleh, dołącza do licznych Palestyńczyków, którzy witają turystów i pielgrzymów. Wierzy, że takie wizyty mają wartość wykraczającą poza ekonomię:

– Przyjdźcie tu i odwiedźcie nas. Zostańcie wśród nas i dajcie świadectwo temu, co widzieliście.